Kampania polska – blaski i cienie działań obronnych w 1939 r.

#591
Temat utworzony · 1 Posty · 60 Wyświetlenia
  • Pod pojęciem kampanii polskiej będziemy rozumieć walkę zbrojną w obronie niepodległości Polski, która rozpoczęła się 1 września 1939 roku. Wydarzeniem, które przyjęło się uważać za początek wojny, jest ostrzelanie Westerplatte przez niemiecki pancernik Schleswig-Holstein o godzinie 4:45. Należy jednak zauważyć, że 11 minut przed oficjalnym terminem ataku na Polskę (o godzinie 4:34) zbombardowane zostały przyczółki mostu kolejowego w Tczewie. O wyniku kampanii wrześniowej ostatecznie zadecydowała agresja sowiecka na Polskę, której dokonano 17 września pod pretekstem bankructwa burżuazyjnego państwa polskiego i chęci ochrony bratniej ludności Białorusi i Ukrainy. Ostatnia bitwa wojny obronnej została stoczona w dniach 2-5 października pod Kockiem przez Samodzielną Grupę Operacyjną „Polesie”, która ostatecznie skapitulowała 6 października.

    Słuchacze Polskiego Radia 1 września 1939 roku usłyszeli następujący i jakże przerażający komunikat – „Halo, halo! Tu Warszawa i wszystkie rozgłośnie Polskiego Radia. Dziś rano o godzinie piątej minut czterdzieści oddziały niemieckie przekroczyły granicę polską łamiąc pakt o nieagresji. Bombardowano szereg miast”. Wybuch II wojny światowej przestawił życie codzienne mieszkańców Polski na zupełnie inne tory. Brutalne zderzenie z rzeczywistością musiało być dla większości naszych rodaków ogromnym szokiem, szczególnie, że przez długi czas społeczeństwo II RP było mamione optymistycznymi sloganami w rodzaju „silni, zwarci, gotowi”.

    Kampania polska jest wydarzeniem, o którego ocenę historycy od lat toczą spory. Patriotyczne, odważne nastawienie dużej części żołnierzy i ludności cywilnej nie pozwoliło uratować II RP przed zagładą. Jednak osoby, które walczyły do samego końca, pozostały wierne swoim wartościom, nie bały się umrzeć za ojczyznę, na zawsze zapadły w pamięć narodu polskiego. Moim zdaniem ich postawę najlepiej może opisać fragment „Reduty Ordona” autorstwa Adama Mickiewicza – „A wciąż grzmi rozkaz wodzów, wre żołnierza czynność; / Na koniec bez rozkazu pełnią swą powinność,”. Wojna obronna ujawniła prawdziwe oblicze niektórych dowódców, którzy w obliczu zagrożenia opuścili swoje oddziały – mimo że powinni zostać z nimi do samego końca. Koncepcja mojej pracy nie zakłada relacjonowania, przedstawiania dokładnego przebiegu kampanii wrześniowej. Jej celem będzie natomiast próba zgłębienia pozytywnych i negatywnych aspektów, czyli tytułowych blasków i cieni, dotyczących kampanii polskiej i poparcie ich odpowiednimi przykładami.
    Edward Rydz-Śmigły wspominał, że gdy został po śmierci Józefa Piłsudskiego Generalnym Inspektorem Sił Zbrojnych „zastał stan mobilizacji grożący katastrofą, oparty na fikcji 46 dywizji, kiedy 30 dywizji było marzeniem nie do spełnienia; nie było ani jednego działka przeciwlotniczego, ani jednego pepanca z wyjątkiem granatów z 1920 r.”. Łatwo można zauważyć, że armia II RP była głęboko zacofana. Ostatnie lata pokoju pozwoliły na gruntowne przezbrojenie piechoty i artylerii. Nie udało się jednak zmotoryzować wojska, ani zwiększyć siły przebojowej i ruchliwości kawalerii. Postęp nie został również osiągnięty w zakresie modernizacji lotnictwa. Trzeba jednak zwrócić uwagę na fakt, że przez międzynarodowych ekspertów armia polska była uznawana za jedną z najsilniejszych i najbardziej bitnych armii w Europie.

    Zachodnim sąsiadem II RP były Niemcy, które od czasu przejęcia władzy przez Hitlera stale wzmacniały swą pozycję. Adolf Hitler uznał odbudowę niemieckiej potęgi militarnej za jeden z najważniejszych celów swojej polityki. Już w 1935 roku Führer wypowiedział klauzule rozbrojeniowe, wprowadził obowiązek powszechnej służby wojskowej, a ochotnicza Reichswehra została zastąpiona Wehrmachtem. Niemieckie grabieże terytorialne ostatnich lat dwudziestolecia międzywojennego doprowadziły do uzyskania nowych zapasów surowców i przejęcia zakładów wytwórczych, a tym samym znacznie wzmocniły hitlerowskie Niemcy. Dywizje niemieckie zostały wyposażone w działa, broń maszynową i środki techniczne. Bardzo dużą uwagę poświęcono rozwojowi lotnictwa, które posiadało sprzęt najwyższej klasy. Rozpoczęto również budowę wielkich okrętów pancernych i floty podwodnej.

    Za wschodnią granicą Polski rozciągało się ogromne pod względem terytorialnym ZSRR, które od czasu odzyskania niepodległości przez Polskę było uważane za jej najgroźniejszego potencjalnego wroga. W połowie lat 30. Robotniczo-Chłopska Armia Czerwona była uważana za najsilniejszą i najlepiej wyposażoną w sprzęt techniczny armią świata. Jednak dokonana w latach 1937-1938 czystka wśród korpusu dowódczego, która objęła około 50 000 oficerów, spowodowała upadek siły bojowej wojska. W 1939 roku Armia Czerwona nie stanowiła zbyt groźnego przeciwnika – świetnie jednak mogła się sprawdzić w roli koalicjanta.

    Budżet wojskowy hitlerowskich Niemiec w latach 1935-1939 wyniósł około 24 mld dolarów i był ponad 30 razy większy od polskich wydatków obronnych poczynionych w tym samym okresie, co wyjaśnia nam w pełni przewagę jakościową Wehrmachtu. Potencjał mobilizacyjny Niemiec był znacznie większy od polskiego. Pierwsza z dwóch potężnych armii, które we wrześniu ruszyły na Polskę – „Północ” liczyła sobie 630 tys. żołnierzy, a druga – „Południe” aż 886 tys. Część polskich jednostek została jedynie częściowo zmobilizowana, natomiast niemieckie były gotowe do walki od samego początku. Mechanizacja Wehrmachtu była o wiele większa niż armii polskiej. Jako przykład można przywołać liczbę czołgów, którymi dysponowały obie strony – Niemcy wystawili 2511 czołgów, a Polacy tylko 560. Przewaga Niemców ujawniła się również w powietrzu – należy zauważyć, że Polacy posiadali tylko 392 samoloty bojowe. W kontekście uzbrojenia i liczebności armii należy wspomnieć też o Armii Czerwonej, która mimo posiadania dużej ilości świetnego wyposażenia (za przykład można podać liczbę skierowanych przeciwko Polsce czołgów – 4739 – więcej niż Polska i Niemcy miały razem) ukazała swoją wewnętrzną słabość podczas kampanii polskiej. Podsumowując – przewaga militarna Niemców i Sowietów nad Polakami we wrześniu 1939 roku była porażająca.

    Od chwili odzyskania niepodległości przez Polskę za głównego i najgroźniejszego potencjalnego wroga uważano ZSRR. Kierunkowi zachodniemu nie poświęcano dostatecznej ilości uwagi. Plan operacyjny „Zachód” powstawał w ogromnym pośpiechu, jego przygotowanie rozpoczęto w zasadzie dopiero w marcu 1939 roku. Zakładał on koalicyjność przyszłej wojny, działania miały być oparte na obronie całej zachodniej granicy, w wypadku niemożności jej utrzymania planowano odwrót za Wisłę, a w ostateczności wycofanie się w kierunku granicy polsko-rumuńskiej. Charakter planu, którego autorem był późniejszy Naczelny Wódz był ogólnikowy, założenia szkicowe, a cała koncepcja owiana była tajemnicą. Wyjściowe ugrupowanie wojsk polskich do dzisiaj budzi spory wśród historyków – Śmigły-Rydz nie zdecydował się na wycofanie wojsk za linię Narew-Bug-Wisła-San, mimo że opcja ta byłaby najkorzystniejsza dla Polski. Istniała obawa, że w wypadku zastosowania takiego rozwiązania Niemcy zadowolą się okupacją ważnych dla Polski pod względem gospodarczym i politycznym terenów (Pomorza, Poznańskiego i Śląska), a następnie będą dążyli do zwołania konferencji pokojowej, która usankcjonuje zabór tych ziem.

    „To proste: będziemy się bić. Z chwilą postanowienia sprawy w ten sposób, w chaos wkracza duża doza spokoju, a w myślenie wchodzi porządek” – miał powiedzieć na naradzie ze swoimi najbliższymi współpracownikami Józef Beck. Wrzesień 1939 roku pokazał jednak, że bicie się wcale nie jest takie proste. Przyjęta przez Śmigłego-Rydza taktyka zupełnie nie sprawdziła się na polu bitwy, ponieważ nie była przystosowana do użytej przez Niemców we wrześniu 1939 roku nowej taktyki walki – wojny błyskawicznej. Należy zauważyć też, że nie zostały opracowane praktycznie żadne plany wariantów odwrotu, ponieważ marszałek Polski twierdził, że osłabiłoby to morale podkomendnych. Założenia planu operacyjnego „Zachód” były modyfikowane, aż do samego wybuchu wojny, co znacznie utrudniło przygotowanie się poszczególnych armii do podjęcia bezpośrednich działań.

    W marcu 1939 roku, w trybie mobilizacji, alarmowej na najbardziej zagrożone odcinki wysunięte zostały 4 dywizje piechoty i brygadę kawalerii w celu ubezpieczenia się przed nagłym atakiem ze strony Niemiec. W następnych miesiącach rozbudowywano lekkie umocnienia terenowe oraz stopniowo ewakuowano tereny przygraniczne. W okręgach korpusów, które graniczyły z Niemcami przeprowadzono 23 sierpnia bardzo sprawnie mobilizację skrytą. Pobór powszechny został zarządzony 29 sierpnia, jednak pod wpływem Francji i Anglii przesunięto go o jeden dzień. Przewaga niemiecka była zdecydowana, więc wcześniejsza mobilizacja nie mogła wywrzeć większego wpływu na przebieg kampanii. Jednak przesunięcie poboru powszechnego o jeden dzień spowodowało, że większość mobilizowanych oddziałów nie zdążyła dotrzeć w całości na stanowiska wyjściowe, nie uruchomiono też w odpowiednim czasie służb kwatermistrzowskich i tyłowych, a tym samym wojsko pozbawione zostało większości zapasów i odpowiedniej opieki medycznej.
    Od 1921 roku Polska była związana układem sojuszniczym z Francją, który uzupełniała konwencja wojskowa, według której – „na wypadek agresji niemieckiej przeciwko jednemu z krajów, oba kraje również są zobowiązane przystąpić do akcji w myśl obopólnego porozumienia”. W obliczu narastania zagrożenia niemieckiego pod koniec marca 1939 roku Wielka Brytania zaproponowała Polsce przystąpienie do współpracy z Anglią, Francją i ZSRR przeciw Niemcom. Józef Beck odmówił jednak, ponieważ wolał zobowiązania dwustronne od wielostronnych. Ostatecznie Wielka Brytania 30 marca udzieliła Polsce gwarancji na wypadek agresji niemieckiej, a dwa tygodnie później przyłączyła się do nich również Francja. 25 sierpnia między Polską i Wielką Brytanię został zawarty układ o wzajemnej pomocy, którego podpisanie opóźniło wybuch wojny o kilka dni.

    Faktycznie intencje francuskie i brytyjskie były nieszczere. Co ciekawe – już w maju 1939 roku Francja i Wielka Brytania ustaliły, że na początku wojny Polsce nie zostanie udzielona konkretna pomoc. W związku z upadkiem pokojowej propozycji Włoch i odmową wstrzymania niemieckiej ofensywy 3 września wyżej wspomniane kraje wypowiedziały wojnę Niemcom. Polscy sojusznicy nie śpieszyli się jednak z podjęciem faktycznych działań, a 12 września w Abbeville premierzy Francji i Anglii ustalili wstrzymanie dalszych działań zaczepnych na zachodzie, o czym w żaden sposób nie zostali poinformowanie przedstawiciele Polski. Zbytnia wiara w koalicyjność przyszłej wojny, wierność sojuszników zdecydowanie nie wyszła II RP na dobre.

    „Były już trzy rozbiory Polski, zobaczycie czwarty” – miał powiedzieć w maju 1939 roku niemiecki generał Karl-Heinrich Bodenschatz. Po udzieleniu przez Wielką Brytanię w marcu 1939 roku gwarancji Polsce Adolf Hitler postanowił zniszczyć niedoszłego sprzymierzeńca. Całej tej sytuacji przypatrywał się przywódca ZSRR Józef Stalin, który pragnął za najmniejszą cenę uzyskać jak największe korzyści, dlatego też z jednej strony podjął rozmowy z wojskowymi delegacjami Francji i Wielkiej Brytanii, a z drugiej prowadził tajne sondaże w Berlinie. 23 sierpnia 1939 roku do Moskwy przybył minister spraw zagranicznych III Rzeszy – Joachim von Ribbentrop. Tego samego dnia w Moskwie podpisany został niemiecko-radziecki układ o nieagresji, który zawierał tajny protokół, który mówił m.in. o tym, że – „na wypadek terytorialno-politycznego przekształcenia terytoriów należących do państwa polskiego, sfery interesów Niemiec i ZSRR będą rozgraniczone w przybliżeniu przez linię Narew-Wisła-San”. Dopuszczenie do podpisania paktu Ribbentrop-Mołotow pokazało nieudolność prowadzonej przez Polskę polityki równowagi, której celem było zachowanie równych odległości pomiędzy Moskwą a Berlinem. „Mając te dwa pakty siedzimy na dwu stołkach - to nie może trwać wiecznie. Musimy wiedzieć, z którego spadniemy najpierw i kiedy" – miał powiedzieć Józef Piłsudski. W odpowiednim momencie nie dokonano jednak wyboru, co ostatecznie doprowadziło II RP do zagłady, która została spowodowana przez agresję niemiecką i sowiecką.

    W nocy z 16 na 17 września ambasador Polski w ZSRR Wacław Grzybowski został wezwany do Ludowego Komisariatu Spraw Zagranicznych. Wręczona została mu nota dyplomatyczna informująca o tym, że w obliczu wewnętrznego bankructwa państwa polskiego, które ujawniła wojna polsko-niemiecka, Armia Czerwona rozpoczęła interwencję we wschodniej Polsce w celu ochrony bratniej ludności Białorusi i Ukrainy. Wspomniana nota zawierała oczywiście kłamliwe, nieprawdziwe sformułowania, a operacje radzieckie we wschodniej części Polski zostały przewidziane już w tajnym protokole dodatkowym paktu Ribbentrop-Mołotow. Stalin zwlekał z interwencją w Polsce, ponieważ na początku września 1939 roku ZSRR nadal pozostawało w stanie wojny z Japonią. Przywódca ZSRR nie był też pewny tego, jak na agresją niemiecką na Polskę zareagują mocarstwa zachodnie, więc postanowił czekać. Jednak szybkie postępy wojsk hitlerowskich w Polsce, przekroczenie przez nie linii wpływów, która została ustalona 23 sierpnia oraz otrzymanie doniesień o postanowieniach konferencji w Abbeville, skłoniły Stalina do szybszej reakcji.

    „To nie wojna, to katastrofa” – powiedział Józef Lipski, gdy został powiadomiony o agresji ZSRR na Polskę. Wieści o inwazji sowieckiej wywołały duże zamieszanie po stronie polskiej. Początkowo Naczelny Wódz planował przeciwstawienie się napaści radzieckiej pozostałymi jeszcze siłami. Ostatecznie wydał drogą radiową rozkaz zakładający zaniechanie oporu, który wywołał dezorientację wśród oddziałów polskich – niektórzy żołnierze nie otrzymali go w ogóle, inni natomiast uznali go za prowokację i podejmowali bój z Sowietami. Nie doszło jednak do formalnego wypowiedzenia wojny ZSRR, co było dużym błędem politycznym. Naczelny Wódz nie skorzystał również z sugestii m.in. generała Carton de Wiarta, który sugerował mu przekroczenie rumuńskiej granicy z bronią w ręku i symboliczne ostrzelanie wojsk sowieckich, co mogłoby mieć duży wpływ na międzynarodową opinię o faktycznych działaniach ZSRR. Należy zauważyć też, że dalsza walka umożliwiłaby bardziej uporządkowany charakter odwrotu do Rumunii i na Węgry.

    W momencie agresji ZSRR naczelne władze państwowe wraz z Naczelnym Wodzem i sztabem przebywały w Kutach, które położone były w pobliżu granicy z Rumunią. W obliczu stale pogarszającej się sytuacji na froncie zaczęto rozważać możliwość udania się do sojuszniczej Rumunii, jednak miejscem docelowym pobytu rządu polskiego miała stać się Francja. Napaść ZSRR, której dokonano 17 września, przesądziła o ujściu rządu polskiego z kraju. W nocy z 17 na 18 września prezydent wraz z rządem przekroczył rumuńską granicę, a wkrótce dołączył do nich Naczelny Wódz. Krótko po przyjeździe do Rumunii, w wyniku nacisków niemieckich, radzieckich i francuskich, władze polskie zostały internowane.
    Samą decyzję władz polskich o wyjeździe z kraju należy oceniać pozytywnie, gdyż była ona w pełni uzasadniona i racjonalna. Jej zasadność najlepiej oddają słowa ministra spraw zagranicznych Józefa Becka – „Trzeba utrzymać nasze miejsce w ramach koalicji – miejsce partnera, a nie obiektu i zerwać z tą nieszczęsną polską tradycją zaczynania za każdym razem wszystkiego od nowa”. Wątpliwości mogą jednak budzić działania dyplomacji polskiej, która odpowiednio wcześnie nie podjęła odpowiednich kroków wobec rządu rumuńskiego. Nie zadbano również o podpisanie zobowiązującego pisemnego porozumienia. Konkretne rozmowy na temat udania się władz polskich do Rumunii zaczęto prowadzić dopiero 16 września. Wcześniejsze ich rozpoczęcie być może nie uchroniłoby rządu polskiego przed internowaniem, jednak można było uniknąć związanego z nim zaskoczenia. Należy zauważyć, że Polska od 1921 roku była związana z Rumunią sojuszem obronnym. Tajna konwencja wojskowa z 1931 roku precyzowała, że casus foederis zachodzi tylko w wypadku wojny między Polską lub Rumunią a ZSRR. W 1939 roku pojawiła się idea rozszerzenia sojuszu polsko-rumuńskiego także przeciw Niemcom. Odmowna odpowiedź Józefa Becka ochłodziła stosunki między Polską a Rumunią i znacząco mogła wpłynąć na postawę Rumunów we wrześniu 1939 roku.

    W swoim słynnym przemówieniu radiowym z dnia 11 września prezydent Warszawy Stefan Starzyński stwierdził – „Obywatele! Przecież wczoraj pod mury Warszawy dostał się czołg niemiecki! Nieostrzelany w ogóle. I tu u granic miasta zestrzelony. Przy pomocy, kogo? Przy pomocy kobiet wolskich! To jest siła narodowa! To jest siła ludu!”. Postawa ludności cywilnej miała duży wpływ na prowadzone we wrześniu 1939 roku działania obronne. To właśnie dzięki warszawiakom i postawie prezydenta miasta Stefana Starzyńskiego, który mobilizował ich do podjęcia obrony, hamował narastającą panikę, Warszawa była w stanie bronić się aż do 28 września. Należy też wspomnieć o tym, że ochotnicy będący cywilami odegrali dużą rolę podczas obrony Wilna i Grodna przed Sowietami. Bardzo duża część obywateli polskich wykazała się podczas działań we wrześniu 1939 roku dużym hartem ducha, patriotycznym nastawieniem, a ich postawa stała się przykładem dla kolejnych pokoleń Polaków.

    W polskim wojsku służyło wiele osób, które nie bały się poświęcić samych siebie sprawie narodowej i pokazały to podczas kampanii wrześniowej. Można by przytoczyć tu wiele przykładów, myślę jednak, że najwięcej o patriotycznej postawie polskich żołnierzy we wrześniu 1939 roku może powiedzieć nam bitwa pod Wizną, która została stoczona w dniach od 7 do 10 września. Przez ponad dwie doby kilkuset polskich żołnierzy skutecznie odpierało ataki niemieckich jednostek pancernych. Na czele obrońców Wizny stał kapitan Władysław Raginis. W pewnym momencie okazało się, że amunicja jest na wyczerpaniu, a większość obrońców jest ranna. W tej sytuacji kapitan nakazał swoim żołnierzom złożyć broń, a sam popełnił samobójstwo – do końca pozostając wiernym złożonej wcześniej przysiędze. „Polski Leonidas” – Władysław Raginis stał się dla potomnych symbolem walki do końca i wierności swoim zasadom moralnym, a sama bitwa pod Wizną zyskała sobie miano polskich Termopil.

    Podjęte we wrześniu 1939 roku działania obronne miały zarówno swoje blaski, jak i cienie. Podczas wojny obronnej małość przeplatała się z wielkością, zdrada z wiernością własnym zasadom. Pruski teoretyk wojny Carl von Clausewitz w swoim dziele „O wojnie” stwierdził – „Wojna jest jedynie kontynuacją polityki innymi środkami”. Można, więc wywnioskować, że za polską klęską w wojnie obronnej nie stała słabość militarna, lecz wcześniejsze niezbyt fortunne posunięcia w dziedzinie prowadzonej polityki zagranicznej. Kampania polska kosztowała życie wielu ludzi, którzy przelali swoją krew za ojczyznę, pozostali jej wierni do końca – polskie straty objęły około 66 300 zabitych, a rannych zostało około 133 700 osób. Wojna ujawniła zdrajców ojczyzny, którzy opuścili swoje oddziały, nie pozostali z nim do końca oraz prawdziwych patriotów. Myślę, że dokonanie jednoznacznej oceny wojny obronnej jest niemożliwe, dlatego też powinniśmy pamiętać zarówno o negatywnych, jak i pozytywnych aspektach działań obronnych podjętych we wrześniu 1939 roku. Celowość takiego działania najlepiej przedstawi cytat pochodzący z artykułu Pawła Wieczorkiewicza – „Rozważania o kampanii 1939 roku” – „I nie idzie tu o masochistyczne rozdrapywanie ran, ale tylko przedstawiając słabości wielu, będziemy mogli docenić bohaterstwo tych, którzy nie ulękli się ani Stukasów, ani czołgów”.

    Powyżej praca olimpijska oceniona na ocenę bardzo dobrą (specjalność - XX wiek) 🙂


Komentarze do zadania:

Ostatnio dodane zadania: